NULL | Szczepan Twardoch

 




„Null” — Szczepan Twardoch

Autor: Szczepan Twardoch
Gatunek: powieść wojenna, literatura współczesna
Wydawnictwo: Marginesy
Premiera: 26 lutego 2025
Liczba stron: 280 ariel.ctu.marginesy.com.pl
Dla kogo: dla odbiorców, którzy akceptują bardzo dosadny, brutalny język i chcą czytać przede wszystkim o współczesnym froncie, traumie i codzienności wojny.
Ocena: 0/5

Mini-recenzja

Null miało być powieścią o wojnie w Ukrainie napisaną możliwie blisko rzeczywistości. Sam Twardoch podkreślał, że opisywane postacie i wydarzenia są fikcyjne, ale chciał oddać wojnę tak wiernie, jak potrafi; mówił też, że wiele rzeczy opisał na podstawie własnych obserwacji i relacji żołnierzy. pap.pl

To tłumaczy, dlaczego w książce jest tyle błota, dronów, blindaży, napięcia, przesądów, brutalności i frontowej codzienności. Główny bohater, Koń, przyjeżdża z Polski walczyć i szukać odkupienia albo śmierci, a na froncie poznaje Zuję, która wyrywa go z emocjonalnego odrętwienia. ariel.ctu.marginesy.com.pl

Problem polega na tym, że realistyczny temat nie wystarcza, by powstała dobra literatura.

Największym zarzutem wobec Null jest język.

Wulgaryzm zamiast stylu

Dla mnie chamstwo i wulgarność od razu obniżają ocenę książki.

Nie dlatego, że literatura ma być sterylna. Nie dlatego, że bohater nie może raz przekląć. I nie dlatego, że wojna jest elegancka — bo oczywiście nie jest.

Problem zaczyna się wtedy, gdy przekleństwo staje się stałym narzędziem.

Twardoch od lat korzysta z brutalnego, dosadnego języka. W Null ponownie wulgaryzm nie jest wyjątkiem, lecz częścią podstawowego rejestru opowieści.

I właśnie to mnie odrzuca.

Dobry pisarz powinien umieć opisać:

strach,

wściekłość,

śmierć,

rozpacz,

przemoc,

braterstwo,

poczucie winy,

bez używania wulgaryzmu jako najłatwiejszego skrótu do każdej emocji.

Jeżeli każda mocna scena potrzebuje przekleństwa, zaczynam zadawać pytanie nie o realizm, tylko o warsztat.

„Tak mówi się na froncie” nie wystarcza

Najczęstsza obrona takiego języka brzmi:

„Ale przecież żołnierze tak mówią.”

Możliwe.

Ale książka nie jest stenogramem.

Literatura polega właśnie na tym, że autor wybiera, co pokazuje, jak pokazuje i jakim językiem to robi.

Pisarz nie musi przepisywać rzeczywistości słowo w słowo.

Może ją przetworzyć.

Może zbudować napięcie ciszą.

Może pokazać strach reakcją ciała.

Może pokazać rozpacz przez brak słów.

Może zbudować brutalność sceny bez zalewania jej przekleństwami.

Jeśli tego nie robi, tylko nieustannie wraca do wulgaryzmu, to dla mnie nie jest odwaga.

To jest ubóstwo środków.

Wulgaryzm stał się modą

To nie jest problem tylko Null.

Współczesna literatura coraz częściej traktuje wulgarność jak dowód prawdziwości.

Im brutalniej — tym „bardziej autentycznie”.

Im więcej przekleństw — tym „bardziej bezkompromisowo”.

Im mniej elegancji — tym „bardziej współcześnie”.

Nie zgadzam się z tym.

Wulgarność nie jest głębią.

Chamstwo nie jest realizmem.

Przekleństwo nie jest automatycznie dobrym dialogiem.

Twardoch nie stworzył tego trendu, ale należy do autorów, którzy bardzo mocno go utrwalili.

I właśnie dlatego warto ten język oceniać wymagająco.

Książki także kształtują język

Nie przyjmuję też argumentu, że język literatury nie ma żadnego znaczenia poza samą książką.

Ma.

Kultura utrwala sposoby mówienia.

Jeżeli przez lata prezentuje się wulgaryzmy jako coś:

mocnego,

nowoczesnego,

odważnego,

autentycznego,

to później coraz łatwiej stają się zwyczajnym elementem rozmów.

Nie chciałbym mieć znajomego, który każde drugie zdanie podpiera przekleństwem.

Nie widzę więc powodu, dla którego miałbym zachwycać się takim językiem tylko dlatego, że trafił między okładki książki.

Koń — potencjał, który nie wystarcza

Sam Koń ma potencjał na dobrego bohatera.

Człowiek po przejściach.

Człowiek, który zostawił za sobą poprzednie życie.

Człowiek szukający odkupienia, sensu albo śmierci.

To mocny punkt wyjścia.

Ale jego psychologia zbyt często zostaje zamknięta w jednym tonie: odrętwienie, zmęczenie, gniew, strach, brutalność.

Brakuje większego kontrastu.

Brakuje przemiany.

Brakuje momentu, w którym naprawdę czujemy, że poznaliśmy człowieka, a nie tylko jego frontowy stan.

Zuja — potrzebny kontrapunkt, ale niewykorzystany

Zuja miała wnieść do powieści coś innego: emocję, relację, możliwość powrotu do życia.

I rzeczywiście na chwilę to robi.

Ale nawet ten wątek nie przełamuje całkowicie monotonii.

Relacja ma znaczenie, lecz nie buduje takiej emocjonalnej siły, jakiej można by oczekiwać od książki o człowieku balansującym między śmiercią a potrzebą bliskości.

Za mało fabuły

Drugim poważnym problemem jest konstrukcja.

W Null bardzo szybko zaczynamy rozumieć rytm:

front,

błoto,

dron,

rozmowa,

strach,

wspomnienie,

śmierć,

kolejna rozmowa.

Atmosfera jest konsekwentna.

Ale atmosfera nie zastępuje fabuły.

Można napisać świetną książkę bez klasycznej akcji, ale wtedy potrzebna jest niezwykle mocna psychologia albo język.

Tutaj język właśnie odrzuca, a psychologia nie rekompensuje tego wystarczająco.

Ważny temat nie daje immunitetu

To bardzo ważne.

Null opowiada o wojnie w Ukrainie.

I dlatego temat jest poważny.

Ale recenzent nie ocenia moralnej wagi wojny.

Oceniamy książkę.

Ważny temat nie może automatycznie podnosić noty.

Można napisać słabą książkę o wojnie.

Można napisać przeciętną książkę o cierpieniu.

Można mieć dobre intencje i nie stworzyć dobrej literatury.

To nie jest brak szacunku dla wojny.

Wręcz przeciwnie.

Im ważniejszy temat, tym wyższe powinny być wymagania.

Plusy

✓ autor zna realia współczesnego frontu
✓ dobrze oddaje materialność wojny
✓ potrafi stworzyć ciężką, duszną atmosferę
✓ nie romantyzuje konfliktu
✓ sam punkt wyjścia bohatera jest interesujący
✓ relacja z Zują daje chwilami potrzebny kontrast
✓ temat jest ważny i aktualny

Minusy

− nadmiar wulgaryzmów
− językowa monotonia
− przekleństwa zbyt często zastępują precyzyjne emocje
− chamstwo traktowane jak realizm
− za mało fabuły
− słabo rozwinięta przemiana bohatera
− powtarzalność scen i nastroju
− zbyt mało różnorodności emocjonalnej
− relacja z Zują nie wykorzystuje pełnego potencjału
− ważny temat niesie książkę mocniej niż sama konstrukcja
− brutalność bywa ważniejsza niż psychologia
− po lekturze bardziej pamięta się styl niż bohaterów

Czy warto przeczytać?

Nie.

Dla mnie Null przegrywa przede wszystkim językiem.

Nie chcę uznawać za literacką zaletę czegoś, co w zwykłej rozmowie uznałbym za chamstwo i językowe ubóstwo.

Front może być brutalny.

Wojna może być straszna.

Bohaterowie mogą przeklinać.

Ale pisarz powinien umieć zrobić z tego coś więcej niż nieustanną dosadność.

Ocena końcowa: 0/5

Bez lukru: Null chce być brutalnie prawdziwe, ale dla mnie zbyt często brutalność zastępuje literaturę. Twardoch zna front i potrafi oddać jego atmosferę, lecz nie przekonuje mnie jako autor, który z tej rzeczywistości tworzy język wart zapamiętania. Wulgaryzm jest tu zbyt często skrótem do emocji, a nie ich opisem. Ważny temat nie wystarcza. Jeśli książka chce być literaturą, musi być czymś więcej niż tylko wiernym zapisem błota, strachu i przekleństw.


Komentarze