MIędzy Nami Kobietami | Zenon Barycz

 


„Między nami kobietami” — Zenon Barycz

Autor: Zenon Barycz
Gatunek: powieść obyczajowo-psychologiczna, contemporary fiction, dramat relacyjny z elementami tajemnicy
Objętość: 672 strony
Dla kogo: dla czytelników lubiących wielowątkowe historie o małżeństwach, zdradach, samotności w związku, kobiecej przyjaźni, social mediach i sekretach ukrywanych za drzwiami pozornie idealnych mieszkań.
Ocena: 8/10

Mini-recenzja

Piętnaście kobiet. Jedno osiedle. Zbyt wiele sekretów.

Hasło z okładki dobrze oddaje konstrukcję Między nami kobietami. Zenon Barycz nie opowiada historii jednej bohaterki. Buduje całe osiedle, na którym pozornie zwyczajne kobiety żyją obok siebie, spotykają się w kawiarni, pod szkołą, w klubie, w pracy i na zamkniętej grupie internetowej. Każda z nich coś ukrywa, czegoś się boi albo próbuje sama przed sobą udowodnić, że „przecież nic takiego się nie dzieje”.

Powieść otwiera Anna Kowalska. Zna wszystkie potrzeby swojej rodziny: pamięta terminy, ulubione jedzenie, szkolne obowiązki i drobiazgi dotyczące męża oraz córki. W pewnym momencie zaczyna jednak zastanawiać się, czy ktokolwiek równie uważnie pamięta o niej. To jedno z najlepszych pytań postawionych w książce. wtr22-fin

I właśnie takie drobiazgi są najmocniejszą stroną powieści.

Nie spektakularna zdrada.

Nie wielka awantura.

Nie walizka stojąca przy drzwiach.

Tylko telefon odłożony ekranem do dołu. Mąż patrzący na wiadomość trochę za szybko. Herbata zamówiona przez mężczyznę, który zapamiętał, że kobieta pije ją bez cukru. Jedno zdanie wypowiedziane przy śniadaniu. Jedna osoba wiedząca o nas coś, czego partner od dawna nie zauważa.

Zdrada zaczyna się wcześniej niż w łóżku

Bardzo dobrym pomysłem jest zamknięta grupa „Między nami kobietami”.

Anonimowe konta pozwalają bohaterkom powiedzieć to, czego nie mają odwagi wypowiedzieć we własnym domu. Jedna z pierwszych prowokacyjnych tez brzmi: najgorsza zdrada zaczyna się nie od seksu, lecz od chwili, w której przestajemy mówić partnerowi prawdę i zaczynamy przekonywać samych siebie, że „to jeszcze nic”. wtr22-fin

To właściwie główny temat całej książki.

Gdzie zaczyna się zdrada?

Od pocałunku?

Od wiadomości?

Od flirtu?

Od ukrytego spotkania?

Od tego, że ktoś inny zauważa nas bardziej niż mąż lub żona?

Czy może dużo wcześniej — w momencie, kiedy we własnym związku przestajemy być naprawdę obecni?

Barycz nie udziela jednej wygodnej odpowiedzi.

I dobrze.

Anna — niewidzialna w centrum własnego domu

Wątek Anny należy do najmocniejszych.

Nie jest kobietą żyjącą w dramatycznie przemocowym małżeństwie. Piotr nie jest od pierwszych stron potworem. Właśnie dzięki temu historia działa.

Ich problem jest dużo bardziej codzienny.

Rozmawiają.

Funkcjonują.

Wychowują córkę.

Załatwiają hydraulika.

Jedzą śniadanie.

Tyle że Anna coraz mocniej czuje, że jej życie zmieniło się w pamiętanie za wszystkich i wykonywanie rzeczy, których istnienia nikt poza nią nawet nie zauważa.

Gdy obserwuje Piotra idącego z obcą kobietą, nie ma żadnego dowodu zdrady. Autor tego nie upraszcza. Anna sama próbuje znaleźć niewinne wyjaśnienie. wtr22-fin

Znacznie ważniejsze okazuje się coś innego: spotkanie z Michałem. On zapamiętuje, jaką herbatę pije Anna. Drobiazg, który nie powinien nic znaczyć, nagle znaczy bardzo dużo. wtr22-fin

To dobrze napisana obserwacja samotności w małżeństwie.

Julia — czy stabilizacja naprawdę oznacza szczęście?

Julia reprezentuje zupełnie inny rodzaj niepokoju.

Ma Pawła. Ma stabilność. Mogłaby urządzać mieszkanie, planować przyszłość i kupić symboliczną beżową kanapę.

Tylko że właśnie ta kanapa zaczyna ją przerażać.

Nie dlatego, że nie kocha Pawła.

Boi się, że jedna rozsądna decyzja doprowadzi do następnej, a potem obudzi się dziesięć lat później w życiu, którego nigdy świadomie nie wybrała. W rozmowie z Pawłem wyraźnie widać, że problemem nie jest mebel, lecz lęk przed ostatecznością dorosłego życia. wtr22-fin

To jeden z ciekawszych motywów książki.

Barycz nie pyta tylko:

„Czy kochasz partnera?”

Pyta:

„Czy życie, które z nim budujesz, jest naprawdę życiem, którego chcesz?”

To dużo trudniejsze pytanie.

Paulina — można kochać i nie być gotową

Paulina z kolei ma Kubę — dobrego, troskliwego człowieka.

I właśnie dlatego jej wątpliwości są tak niewygodne.

Gdyby Kuba był draniem, decyzja byłaby łatwa.

Ale nie jest.

Paulina pyta więc Julię, czy można kogoś kochać i jednocześnie nie być gotową, a chwilę później pojawia się jeszcze trudniejsza wersja pytania: czy można być gotową, ale nadal nie być pewną. wtr22-fin

Powieść bardzo dobrze pokazuje, że dobry partner nie rozwiązuje automatycznie wszystkich problemów znajdujących się w nas samych.

To ważny temat, bo współczesne powieści obyczajowe zbyt często idą na skróty: zły związek trzeba porzucić, dobry zachować i wszystko będzie dobrze.

Tutaj nie jest tak łatwo.

Kobiety nie są ani święte, ani potworami

To jedna z największych zalet książki.

Autor nie buduje żeńskiego chóru ofiar złych mężczyzn.

Kobiety także kłamią.

Flirtują.

Zdradzają.

Ukrywają wiadomości.

Ocenią inną kobietę, po czym same zrobią coś bardzo podobnego.

Potrafią usprawiedliwić własne zachowanie dokładnie tymi argumentami, które chwilę wcześniej odrzucały u kogoś innego.

Joanna funkcjonuje anonimowo jako SędziaBezTwarzy, bo uważa, że anonimowość pozwala jej mówić prawdę bez społecznych konsekwencji. Jednocześnie sama coraz głębiej uczestniczy w mechanizmie publicznego osądzania. wtr22-fin

Karolina natomiast prowadzi idealnie wyglądające życie, podczas gdy za odpowiednio dobranym światłem i zdjęciami znajduje się chaos, którego obserwatorzy social mediów nie widzą.

I właśnie w takich kontrastach książka wypada najlepiej.

Osiedle jako współczesna mała społeczność

Parkowe Tarasy stają się czymś więcej niż miejscem akcji.

To współczesna wersja małego miasteczka.

Ludzie mieszkają w nowoczesnych apartamentach, mają samochody, telefony i komunikatory, ale mechanizm społeczny jest bardzo stary:

wszyscy obserwują wszystkich.

Kto z kim poszedł na kawę?

Czyj samochód stał w garażu?

Kto wrócił później?

Dlaczego ktoś usunął zdjęcie?

Kto siedział obok kogo podczas festynu?

Technologia jedynie przyspiesza przepływ plotki.

Zamknięta grupa ma dawać kobietom bezpieczne miejsce do rozmowy, a stopniowo zaczyna się zmieniać w przestrzeń podejrzeń, anonimowych oskarżeń i półprawd.

I tutaj powieść zaczyna przypominać trochę domestic thriller.

Piętnaście historii to również problem

Konstrukcja jest ambitna, ale ma swoją cenę.

Powieść ma 67 rozdziałów, a perspektywy zmieniają się między licznymi bohaterami — w spisie treści pojawiają się m.in. Julia, Joanna, Marta, Karolina, Dorota, Magda, Natalia, Paulina, Ewa, Iwona, Beata, Klaudia, Anna, Monika czy Alicja. wtr22-fin

To daje szeroki obraz kobiecego świata, ale początkowo wymaga koncentracji.

Trzeba pamiętać:

kto jest czyją żoną,

kto ma dzieci,

kto z kim pracuje,

kto kryje się pod którym anonimowym profilem,

kto coś widział,

a kto tylko uważa, że widział.

Momentami bohaterki zaczynają się zlewać.

Nie każda otrzymuje równie mocną historię.

I nie wszystkie wątki potrzebują aż tak rozbudowanej przestrzeni.

672 strony — trochę za dużo

Tu dochodzimy do największej wady.

Książka jest naprawdę długa.

Nie dlatego, że brakuje wydarzeń. Wręcz przeciwnie — wydarzeń i bohaterów jest bardzo dużo.

Problem polega na tym, że niektóre rozmowy powtarzają podobne pytania:

Czy to już zdrada?

Czy powinnam powiedzieć prawdę?

Czy ktoś wie?

Czy partner coś podejrzewa?

Czy mam prawo chcieć czegoś więcej?

Po kilkuset stronach część tych rozważań zaczyna brzmieć znajomo.

Redakcja mogłaby spokojnie usunąć kilkadziesiąt stron bez szkody dla opowieści.

Dialogi są mocną stroną

Za to rozmowy bardzo często brzmią naturalnie.

Autor potrafi napisać scenę, w której ludzie mówią o kanapie, kawie, dziecku czy hydrauliku, a tak naprawdę rozmawiają o swoim małżeństwie.

To dużo trudniejsze niż wielkie deklaracje.

Dobrze działa również humor.

Maja mówiąca, że „wstaje mentalnie”, albo osiedlowe przekomarzania sprawiają, że książka nie staje się sześciusetstronicowym katalogiem zdrad i małżeńskich nieszczęść. wtr22-fin

Najważniejsze: książka nie usprawiedliwia zdrady

To również mi się podoba.

Bohaterowie mogą tłumaczyć swoje decyzje samotnością, nieuwagą partnera, lękiem przed rutyną czy potrzebą bycia zauważonym.

Ale wyjaśnienie nie jest tym samym co usprawiedliwienie.

To ważna różnica.

Można rozumieć, dlaczego ktoś zrobił coś złego i nadal uważać, że odpowiada za swój wybór.

Powieść regularnie wraca do tej odpowiedzialności.

I dzięki temu nie staje się pochwałą zasady:

„byłam nieszczęśliwa, więc wszystko mi wolno”.

Social media — najlepszy współczesny element książki

Bardzo trafnie pokazano także rozdźwięk pomiędzy życiem a jego internetową reprezentacją.

Zdjęcie może być prawdziwe.

Uśmiech może być prawdziwy.

Piękna kuchnia też może być prawdziwa.

Fałsz polega na tym, czego nie pokazujemy.

Właśnie dlatego motyw anonimowej grupy działa tak dobrze. Bohaterki mają dwa profile:

ten publiczny, pokazujący życie,

i ten ukryty, na którym zaczynają mówić o nim prawdę.

Nie zawsze jednak całą prawdę.

Bo anonimowość również pozwala manipulować.

Plusy

✓ bardzo dobry pomysł na zamkniętą grupę osiedlową
✓ wiarygodne problemy współczesnych związków
✓ brak prostego podziału na dobre kobiety i złych mężczyzn
✓ mocny wątek niewidzialności kobiet w długoletnich związkach
✓ interesujące pytania o granice zdrady
✓ naturalne dialogi
✓ wiele dobrze uchwyconych codziennych szczegółów
✓ udane pokazanie social mediów i kreowania idealnego życia
✓ stopniowo rosnące napięcie
✓ rozbudowana galeria bohaterek
✓ odpowiedzialność za własne decyzje nie zostaje przykryta psychologicznym usprawiedliwieniem
✓ osiedle naprawdę zaczyna żyć jak osobny bohater

Minusy

− 672 strony to za dużo
− duża liczba bohaterek początkowo utrudnia orientację
− nie wszystkie wątki są równie interesujące
− część rozmów o zdradzie i relacjach zaczyna się powtarzać
− kilka postaci można było rozwinąć kosztem słabszych historii
− środkowa część miejscami zwalnia
− niektóre tajemnice są sygnalizowane zbyt długo przed rozwiązaniem

Czy warto przeczytać?

Tak.

Zwłaszcza jeśli lubicie powieści, w których najważniejsze nie jest pytanie:

„Kto z kim śpi?”

ale:

„Dlaczego ludzie, którzy kiedyś byli sobie bliscy, zaczynają szukać uwagi gdzie indziej?”

Między nami kobietami to nie tylko opowieść o zdradach.

To książka o byciu niezauważonym.

O lęku przed rutyną.

O potrzebie potwierdzania własnej atrakcyjności.

O kobietach, które wiedzą wszystko o swoich rodzinach, ale coraz mniej wiedzą o sobie.

I o tym, że anonimowe konto pozwala czasem powiedzieć prawdę — ale równie łatwo może stać się bronią.

Ocena końcowa: 8/10

Bez lukru: Zenon Barycz napisał powieść o osiedlu, na którym niemal każdy balkon skrywa własną historię, a telefon bywa bardziej niebezpieczny niż otwarte drzwi sypialni. Książka jest za długa i ma chwilami zbyt wiele głosów, ale jej największa siła tkwi w czymś prostym: pokazuje, że zdrada bardzo rzadko zaczyna się od łóżka. Najpierw pojawia się niewypowiedziane zdanie, przemilczana wiadomość, czyjeś uważne spojrzenie — i człowiek, który po raz pierwszy od dawna czuje, że ktoś naprawdę go widzi.


Komentarze