„Lalka” — serial Pawła Maślony
Reżyser: Paweł Maślona
Na podstawie: Lalki Bolesława Prusa
Forma: sześcioodcinkowy serial Netflixa
Gatunek: dramat kostiumowy, reinterpretacja klasyki, elementy kryminału i thrillera
Dla kogo: przede wszystkim dla widzów gotowych potraktować Lalkę nie jako wierną adaptację, lecz bardzo swobodną wariację wykorzystującą bohaterów i świat Prusa.
Ocena: 1/10
Mini-recenzja
Nowa Lalka Pawła Maślony od początku nie próbuje udawać wiernej ekranizacji Prusa. I właśnie od tego trzeba zacząć, ponieważ nazwanie jej po prostu „adaptacją” może stworzyć fałszywe oczekiwania.
To nie jest Lalka przeniesiona na ekran.
To współczesna reinterpretacja, która bierze nazwiska Wokulskiego, Łęckiej, Rzeckiego i innych bohaterów, fragmenty konstrukcji świata Prusa, a następnie bardzo swobodnie buduje z nich własną historię. Nawet przychylne serialowi recenzje podkreślają, że twórcy świadomie odchodzą od pierwowzoru, zmieniają fabułę, ton i charakter postaci. Culture.pl wręcz opisuje serial jako dzieło „inspirowane Prusem”, a nie ekranową ilustrację powieści. Culture.pl
I tutaj właśnie pojawia się zasadniczy problem.
Jeśli chce się stworzyć własną historię — dlaczego nie stworzyć własnych bohaterów?
Prus jako marka rozpoznawcza
Nie mam problemu z nowoczesnymi adaptacjami.
Klasyka nie musi być muzeum.
Można zmieniać perspektywę, przesuwać akcenty, skracać wątki, a nawet radykalnie reinterpretować bohaterów.
Ale istnieje granica między interpretacją a sytuacją, w której znany tytuł i nazwiska bohaterów zaczynają służyć przede wszystkim jako rozpoznawalny szyld dla dzieła, które z pierwowzorem ma coraz mniej wspólnego.
I właśnie takie wrażenie pozostawia ta Lalka.
Sam Netflix od początku reklamował serial jako bardzo swobodne podejście do klasyki. W materiałach promocyjnych pojawiały się współczesne hasła w rodzaju „daddy issues” czy „toy boy”, a recenzenci zwracali uwagę, że produkcja świadomie prowokuje widza już sposobem marketingu. Polityka
Można uznać to za dowcip.
Można uznać za próbę przybliżenia Prusa współczesnym odbiorcom.
W „Recenzjach bez Lukru” odbieramy to jednak inaczej: jako wykorzystanie prestiżu wielkiego dzieła do sprzedania produktu, który nie ma zamiaru respektować jego tonu ani konstrukcji.
Seks, przemoc i wulgaryzmy nie tworzą automatycznie nowoczesności
Jednym z najbardziej dyskusyjnych elementów serialu jest sposób, w jaki twórcy próbują „uwspółcześnić” XIX-wieczną historię.
W produkcji pojawiają się seks, wulgarny język, środki odurzające, przemoc oraz przemoc seksualna — elementy wymieniane również w ostrzeżeniach dotyczących treści. Filmweb
Sam fakt ich obecności nie jest oczywiście argumentem przeciwko serialowi.
Literatura i kino mogą przedstawiać wszystko.
Problem brzmi:
po co?
Czy dana scena pogłębia bohatera?
Czy pozwala lepiej zrozumieć epokę?
Czy rozwija temat społecznego awansu Wokulskiego?
Czy mówi coś nowego o Łęckiej?
Czy zwiększa znaczenie klasowych konfliktów obecnych u Prusa?
Czy może po prostu ma zaszokować widza?
Zbyt często odpowiedź brzmi: przede wszystkim zaszokować.
A prowokacja bez znaczenia szybko staje się pustym efektem.
Izabela Łęcka — reinterpretacja czy inna bohaterka?
Szczególnie problematyczna jest Izabela.
Twórcy bardzo wyraźnie próbują wyrwać ją z tradycyjnego sposobu interpretowania bohaterki Prusa.
Sama taka decyzja jest całkowicie dopuszczalna.
Łęcka nie musi być dokładną kopią postaci z wcześniejszych ekranizacji.
Problem zaczyna się wtedy, kiedy zmiany stają się tak dalekie, że widz przestaje obserwować nową interpretację Izabeli Łęckiej, a zaczyna oglądać współczesną bohaterkę noszącą jej nazwisko.
Materiały promocyjne pokazywały ją m.in. jako postać zdecydowanie bardziej seksualną, gwałtowną i ekspresyjną niż literacki pierwowzór. Filmweb zwraca uwagę na sceny, w których Łęcka prowokuje Wokulskiego, wrzeszczy, zachowuje się bardzo ekspresyjnie i uczestniczy w sytuacjach niemających odpowiedników w powieści. Filmweb
Można to nazwać emancypacją bohaterki.
Można też zapytać:
ile można zmienić w postaci, zanim przestaje być tą samą postacią?
Największy problem: młodzi ludzie mogą pomylić wariację z Prusem
I tutaj dochodzimy do sprawy znacznie ważniejszej niż to, czy komuś podoba się stylistyka serialu.
Lalka jest lekturą szkolną.
Dla wielu młodych ludzi ekranizacja staje się pierwszym — a czasem niestety jedynym — kontaktem z utworem.
Jeden z recenzentów Filmwebu zwrócił uwagę dokładnie na ten problem: serial można potraktować jako dodatkową zabawę materiałem po przeczytaniu książki, ale zdecydowanie nie powinien być pierwszym kontaktem ucznia z Lalką. Filmweb
To bardzo trafna uwaga.
Uczeń, który obejrzy tę produkcję zamiast przeczytać Prusa, może wynieść z niej zupełnie fałszywe wyobrażenie o bohaterach, relacjach i charakterze powieści.
I nie wystarczy powiedzieć:
„przecież każdy wie, że to reinterpretacja”.
Nie każdy wie.
Zwłaszcza szesnasto- czy siedemnastolatek szukający ekranowej wersji obowiązkowej lektury.
„Ale klasykę trzeba odświeżać”
To podstawowy argument obrońców tego typu ekranizacji.
Oczywiście, że można.
Tygodnik Powszechny czy Culture.pl przekonują wręcz, że właśnie odważne przepisanie Prusa jest jedną z wartości produkcji, a współczesna adaptacja nie musi pełnić funkcji ilustracji książki. Tygodnik Powszechny
To jest uzasadnione stanowisko.
Tyle że „inne” nie oznacza automatycznie „lepsze”.
Nie każda dekonstrukcja jest odkrywcza.
Nie każdy wulgaryzm oznacza realizm.
Nie każda scena seksu oznacza dojrzałość.
Nie każde odwrócenie charakteru bohatera jest głęboką reinterpretacją.
Czasami zmiana pozostaje po prostu zmianą.
I można ją ocenić jako nieudaną.
A jednak serial ma warsztat
Żeby recenzja była uczciwa, trzeba powiedzieć również coś niewygodnego dla jej ostrej oceny.
To nie jest amatorska produkcja.
Serial ma profesjonalną realizację, znanych aktorów, rozmach i wyraźną koncepcję stylistyczną. Nawet krytyczne recenzje przyznają, że potrafi być dynamiczny, ma momenty humoru i sprawnie zmienia konwencje. Polityka zwraca uwagę na połączenie dramatu obyczajowego z kryminałem, thrillerem i nawet elementami heist movie. Polityka
Problem nie polega więc na tym, że twórcy nie potrafią zrobić serialu.
Problem polega na tym, co postanowili zrobić z Prusem.
„Kradzież intelektualna”? Nie — ale problem pozostaje
Tutaj warto być precyzyjnym.
Nie nazwałbym tej produkcji „kradzieżą intelektualną” w sensie prawnym. Lalka jest dziełem należącym do domeny publicznej i twórcy mogą ją adaptować, przerabiać oraz reinterpretować.
To jednak nie zamyka dyskusji artystycznej.
Można zgodnie z prawem wykorzystać klasyczne dzieło i jednocześnie stworzyć adaptację, którą recenzent uzna za całkowicie nietrafioną.
I właśnie taki jest werdykt „Recenzji bez Lukru”.
Nie zarzucamy Maślonie kradzieży.
Zarzucamy jego Lalce coś bardziej konkretnego:
wykorzystanie rozpoznawalności klasycznego tytułu przy jednoczesnym tak dalekim odejściu od ducha pierwowzoru, że chwilami trudno znaleźć powód, dla którego ta historia wciąż powinna nosić tytuł „Lalka”.
Plusy
✓ profesjonalna realizacja
✓ odważna koncepcja wizualna
✓ wyrazista obsada
✓ próba stworzenia autonomicznego języka serialu
✓ momentami dobre tempo
✓ twórcy nie ukrywają, że proponują bardzo swobodną reinterpretację
✓ produkcja może sprowokować dyskusję o granicach adaptacji klasyki
Minusy
− bardzo dalekie odejście od powieści Prusa
− część bohaterów przypomina bardziej nowe postacie korzystające ze starych nazwisk
− prowokacja często zastępuje pogłębienie psychologiczne
− seks, brutalność i wulgaryzmy momentami wyglądają jak sposób na „unowocześnienie” materiału
− ton produkcji często rozmija się z tonem literackiego pierwowzoru
− ryzyko wprowadzania w błąd młodych widzów traktujących serial jako ekranową wersję lektury
− wykorzystanie tytułu Lalka budzi pytanie, gdzie kończy się reinterpretacja, a zaczyna zupełnie inne dzieło
− forma momentami wygrywa z treścią
− niektóre zmiany wyglądają bardziej na prowokację niż potrzebę dramaturgiczną
Czy warto obejrzeć?
Nie — jeśli szukacie ekranizacji Lalki Bolesława Prusa.
Jeżeli natomiast ktoś przeczytał powieść, dobrze zna bohaterów i chce zobaczyć radykalną wariację wykorzystującą Prusa jako punkt wyjścia, może sam sprawdzić, czy taki eksperyment do niego przemawia.
Nie należy jednak mylić tych dwóch rzeczy.
To szczególnie ważne w przypadku młodych ludzi:
serial Maślony nie powinien zastępować przeczytania książki.
To nie jest Prus w łatwiejszej formie.
To Maślona rozmawiający z Prusem — a bardzo często również otwarcie mu się sprzeciwiający.
Ocena końcowa: 1/10
Bez lukru: można przerabiać klasykę, można się z nią kłócić, można ją wywrócić do góry nogami. Ale jeśli z Wokulskiego, Łęckiej i Rzeckiego pozostają głównie nazwiska oraz rozpoznawalność Lalki, warto zapytać, czy twórcy naprawdę adaptują Prusa, czy tylko korzystają z jego kulturowego kapitału. Dla „Recenzji bez Lukru” granica została tutaj przekroczona. Nie dlatego, że klasyki nie wolno zmieniać. Dlatego, że każda zmiana powinna mieć sens — a prowokacja sama w sobie jeszcze nim nie jest.

Komentarze
Prześlij komentarz