„The Disappearers” | Marlon James

 










„The Disappearers”

Autor: Marlon James
Gatunek: literatura piękna, powieść społeczna, dramat psychologiczny
Wydawnictwo: Riverhead
Liczba stron: 640
Dla kogo: dla odbiorców gotowych na bardzo brutalną, seksualnie dosadną i formalnie rozbudowaną powieść o przemocy, wykluczeniu, AIDS, traumie i seksualnym podziemiu Jamajki końca lat 80. Kirkus Reviews
Ocena: 1/10

Mini-recenzja

The Disappearers zaczyna się od tematu, który mógłby stać się podstawą naprawdę mocnej powieści. W Kingston w 1988 roku grupa homoseksualnych mężczyzn przygotowuje przedstawienie Fortune and Men’s Eyes. Próba kończy się brutalnym atakiem tłumu. Jeden z uczestników ginie, drugi zostaje oślepiony, a pozostali przez kolejne lata mierzą się z fizycznymi i psychicznymi konsekwencjami przemocy. Później Eddy i Jordan próbują wyjaśnić zaginięcie dwóch innych mężczyzn. The Guardian

To materiał na powieść o traumie, odpowiedzialności, strachu, przemocy zbiorowej i pamięci. Problem polega na tym, że Marlon James nie zatrzymuje się na tych wątkach. Buduje 640-stronicową, wielogłosową konstrukcję pełną dzienników, wywiadów, listów, wspomnień, seksualnych opisów i kolejnych prowokacji. The Guardian

Właśnie tutaj zaczyna się zasadniczy problem tej recenzji.

Nie chodzi o sam fakt, że książka opisuje homoseksualność, prostytucję, przemoc czy seksualne patologie. Literatura może i powinna podejmować tematy trudne. Krytyce podlega sposób ich przedstawienia.

Jedną z centralnych postaci jest Jordan Brown, młody mężczyzna utrzymujący się z prostytucji. Publishers Weekly opisuje go jako osobę pracującą dla pedofilnego sutenera. To konkretny element przedstawionego świata, a nie dopowiedzenie recenzenta. PublishersWeekly.com

I właśnie w tym miejscu The Disappearers przekracza dla „Recenzji bez Lukru” istotną granicę.

Samo przedstawienie pedofilii albo seksualnego wykorzystywania oczywiście nie oznacza ich pochwały. Problem zaczyna się wtedy, gdy podobne treści zostają zanurzone w szerokiej narracji o seksualnym wyzwoleniu, prowokacji, łamaniu norm i ostentacyjnym przekraczaniu kolejnych tabu. Jordan inspiruje się między innymi twórczością Johna Rechy'ego i ideą seksualnego buntu. The Guardian

Z perspektywy tej recenzji rezultat jest głęboko nieprzekonujący.

James chce zapewne pokazać świat ludzi wypchniętych poza społeczny margines, ale momentami granica między pokazywaniem patologii a oswajaniem jej poprzez nieustanną obecność robi się zbyt cienka.

I właśnie dlatego recenzja ocenia tę książkę tak nisko.

Nie wystarczy powiedzieć, że coś jest „odważne”, tylko dlatego, że jest brutalne, seksualnie dosadne i przekracza normy. Literatura nie staje się automatycznie wartościowa przez sam fakt łamania tabu.

W przypadku The Disappearers prowokacja zbyt często wydaje się ważniejsza od opowieści.

Seksualność zamiast psychologii

Największym rozczarowaniem jest to, że powieść posiada naprawdę mocny rdzeń psychologiczny.

Eddy zmaga się z poczuciem winy ocalałego. Jordan nosi w sobie gniew i traumę. Zaginieni Orrin Turner i Matt Chin stają się niemal symboliczną obecnością poprzez własną nieobecność. Epidemia AIDS sprawia natomiast, że samo „znikanie” nabiera dodatkowego znaczenia. The Guardian

To wszystko mogłoby wystarczyć.

James jednak stale dokłada seksualną prowokację, obsceniczność, brutalność i kolejne skrajności. Guardian wręcz opisuje powieść jako wyjątkowo dosadną, obsceniczną i nieustannie atakującą konwencje. The Guardian

Dla części krytyków jest to zaleta.

Dla tej recenzji — dokładnie odwrotnie.

W pewnym momencie nie obserwujemy już przede wszystkim ludzi mierzących się z traumą. Zaczynamy obserwować autora, który chce sprawdzić, jak daleko może przesunąć granicę.

Problem nie leży w bohaterach

Ważne jest rozróżnienie: negatywna ocena powieści nie wynika z tego, że bohaterowie są homoseksualni.

Problemem nie jest orientacja seksualna bohaterów.

Problemem jest literacki sposób zestawienia homoseksualności, prostytucji, ekstremalnej seksualności, przemocy, seksualnego podziemia i wątku pedofilnego sutenera. PublishersWeekly.com

Książka chce burzyć stereotypy, ale w ocenie recenzenta sama czasami wpada w pułapkę przedstawiania życia swoich bohaterów niemal wyłącznie przez pryzmat seksu, przemocy i społecznego konfliktu.

Paradoksalnie może to działać przeciwko intencji autora.

Jeżeli celem miało być pokazanie pełnego człowieczeństwa bohaterów, to ciągłe przesuwanie uwagi na coraz bardziej ekstremalne doświadczenia seksualne momentami je redukuje, zamiast pogłębiać.

Gdzie są granice?

To również książka, przy której nie sposób uniknąć pytania o różnicę między tolerancją a bezkrytyczną akceptacją każdego modelu seksualnego czy rodzinnego.

„Recenzje bez Lukru” nie przyjmują założenia, że każda zmiana tradycyjnych norm musi być automatycznie przedstawiana jako postęp. Książka może reprezentować określoną wizję świata, ale recenzent ma prawo oceniać jej założenia krytycznie.

W tej recenzji tradycyjny model rodziny — matka, ojciec i dziecko — nie jest traktowany jako coś, czego trzeba się wstydzić albo co literatura musi obligatoryjnie zdekonstruować.

To oczywiście osobny spór światopoglądowy od tego, czy sama powieść jest dobrze napisana. I właśnie dlatego oba poziomy warto oddzielać.

Można dostrzegać literacki talent Jamesa i jednocześnie zdecydowanie nie zgadzać się z kierunkiem, w którym prowadzi swoje tematy.

640 stron, które nie potrzebowały 640 stron

Drugi problem jest bardziej klasycznie literacki.

Ta książka jest po prostu za długa.

Kirkus potwierdza objętość 640 stron, a Guardian zwraca uwagę, że narracja miejscami wyraźnie zwalnia oraz że spora część wydarzeń zostaje relacjonowana w wywiadach, listach i innych formach pośrednich zamiast rozgrywać się bezpośrednio przed czytelnikiem. The Guardian

Wielogłosowość sama w sobie może być zaletą. Tutaj jednak często zmienia się w nadmiar.

Dziennik.

Wywiad.

List.

Retrospekcja.

Nowy narrator.

Kolejna historia.

Kolejna dygresja.

Kolejna seksualna prowokacja.

Zamiast stopniowo zwiększać ciężar emocjonalny powieści, James regularnie go rozprasza.

A jednak warsztat jest

Największy paradoks The Disappearers polega na tym, że nie jest to źle napisana książka w prostym sensie.

James potrafi pisać.

Potrafi tworzyć głosy bohaterów, budować rytm języka i oddawać chaos przemocy. Zarówno Kirkus, jak i Guardian wysoko oceniają jego formalną sprawność, choć Guardian również zauważa rozwlekłość i problemy konstrukcyjne. The Guardian

Dlatego 1/10 nie oznacza, że autor nie posiada talentu.

Oznacza, że jako całość powieść została oceniona jako skrajnie nieudana pod względem tego, co robi ze swoim materiałem.

Dobra technika nie wystarcza, gdy recenzent odrzuca zarówno proporcje, konstrukcję, jak i ideowy kierunek książki.

Plusy

✓ mocny punkt wyjścia fabularnego
✓ ważny temat przemocy zbiorowej
✓ wyraziste głosy bohaterów
✓ interesujący motyw zaginięcia
✓ przekonujące pokazanie traumy po ataku
✓ ambitna konstrukcja wielogłosowa
✓ dobre wykorzystanie realiów Jamajki czasu epidemii AIDS
✓ autor niewątpliwie posiada warsztat

Minusy

− nadmierna koncentracja na seksualności
− skrajna dosadność
− wątek młodego prostytutki pracującego dla pedofilnego sutenera PublishersWeekly.com
− w ocenie recenzji zbyt łatwe oswajanie skrajnych zachowań poprzez ich ciągłą obecność
− prowokacja często ważniejsza od psychologii
− pomieszanie wielu trudnych tematów bez odpowiedniej hierarchii
− zbyt rozbudowana konstrukcja
− zdecydowanie za długa
− część wydarzeń zostaje opowiedziana zamiast pokazana The Guardian
− nadmiar narratorów, listów i wywiadów
− ważny temat przemocy zostaje przykryty przez seksualną ekstremalność
− recenzja nie akceptuje światopoglądowego kierunku części książki

Czy warto przeczytać?

Nie.

Nie dlatego, że The Disappearers porusza temat homoseksualności.

Nie dlatego, że pokazuje przemoc.

I nie dlatego, że jest kontrowersyjna.

Nie rekomendujemy jej dlatego, że w ocenie „Recenzji bez Lukru” autor dysponuje bardzo mocnym materiałem dotyczącym przemocy, traumy, AIDS i ludzi znikających ze społecznej pamięci, a następnie obciąża go taką ilością seksualnej prowokacji, brutalności i formalnego nadmiaru, że ważny temat zostaje częściowo zagłuszony.

Najbardziej problematyczny pozostaje sposób, w jaki szeroko rozumiane wyzwolenie seksualne zostaje zestawione ze światem prostytucji i seksualnych patologii. Fakt, że w powieści występuje pedofilny sutener, jest udokumentowany; stwierdzenie, że cała książka „propaguje pedofilię”, byłoby już oceną interpretacyjną, a nie bezspornym faktem. PublishersWeekly.com

„Recenzje bez Lukru” oceniają jednak sposób wykorzystania tych tematów jako na tyle problematyczny, że mocno wpływa on na końcową notę.

Ocena końcowa: 1/10

Bez lukru: Marlon James miał materiał na potężną powieść o przemocy, traumie i ludziach wymazywanych ze społecznej pamięci. Zamiast zaufać temu tematowi, zasypał go seksualną prowokacją, brutalnością i 640 stronami literackiego maksymalizmu. Talent autora widać. Tym bardziej szkoda, że w tej recenzji efekt końcowy oceniany jest jako zdecydowanie nieudany.


Komentarze