KATABASIS | R.F. Kuang




Akademickie piekło bez redakcyjnego czyśćca. Recenzja książki „Katabasis” – R.F. Kuang

R.F. Kuang przyzwyczaiła nas do tego, że potrafi bezlitośnie obnażać patologie elitarnych instytucji. Robiła to w „Babel”, robiła w „Yellowface”. Nic dziwnego, że w „Katabasis” idzie o krok dalej i przenosi uniwersyteckie piekiełko do... dosłownego piekła. Koncepcja wyjściowa jest genialna: świat akademicki to toksyczna machina, w której studenci i profesorowie dosłownie schodzą w zaświaty. Niestety, w parze z rewelacyjnym pomysłem nie poszła tym razem rzemieślnicza dyscyplina.

Obiecujący początek i genialny koncept

Zaczyna się świetnie. Autorka buduje gęstą, duszną atmosferę. Relacje między bohaterami – zwłaszcza pełne napięcia, ambicji i wzajemnych pretensji interakcje między Alice a Peterem – to bez wątpienia najmocniejszy punkt tej książki. Kuang ma rzadki dar portretowania ludzi napędzanych chorobliwą ambicją, dla których sukces jest wart każdej ceny. Świat przedstawiony intryguje, a nawiązania do klasycznych motywów mitologicznego zejścia do podziemi dają nadzieję na głęboką, intelektualną ucztę. 

Gdzie podział się redaktor?

Czar pryska mniej więcej w połowie drogi. „Katabasis” cierpi na syndrom „autora, któremu nikt nie śmiał powiedzieć nie”. Fabuła staje się momentami skrajnie fragmentaryczna. Zamiast dynamicznego rozwoju akcji czy głębokiej ewolucji postaci, otrzymujemy momenty, w których opowieść kompletnie stoi w miejscu. 
Największy zarzut? Kuang bywa po prostu leniwa w kreowaniu elementów fantasy. Zamiast pozwolić czytelnikowi doświadczać świata, autorka zaczyna wygłaszać wykłady. Zamiast subtelnych metafor dostajemy łopatologiczne wykładnie. Książka drastycznie potrzebowała bezwzględnego skracania i mocnej ręki redaktora, który wyciąłby przestoje fabularne i powtarzające się rozważania teoretyczne. 

Czy to drugie „Babel”?

Jeśli oczekujesz „Babel 2.0”, srogo się zawiedziesz. O ile tamta powieść zachwycała precyzyjnym i błyskotliwym systemem magicznym opartym na etymologii, o tyle tutaj mechanika świata bywa rozmyta i niespójna. „Katabasis” ma prowokować do myślenia, ale robi to w sposób tak agresywny i dosłowny, że momentami zamiast literatury pięknej czytamy manifest publicystyczny. 
Wizualnie polskie wydanie potrafi zachwycić – twarda oprawa, barwione brzegi i ilustracje budują świetny klimat. Szkoda tylko, że ta piękna forma skrywa treść tak nierówną. 

Bez lukru – werdykt

„Katabasis” to książka pełna zmarnowanego potencjału. To świetny pomysł wyjściowy, który potknął się o chaos kompozycyjny i autorskie gadulstwo. Fani R.F. Kuang z pewnością docenią jej unikalny głos i odwagę w poruszaniu trudnych tematów, ale jako spójna powieść, książka ta po prostu nie dowozi oczekiwanego poziomu. 
Ocena: 5/10Dla zagorzałych fanów autorki i miłośników mrocznej akademii, ale przygotujcie się na solidne ziewanie w środkowych rozdziałach. 

Komentarze