Yesteryear | Caro Clare Burke

 




„Yesteryear”

Autorka: Caro Claire Burke
Gatunek: thriller, satyra społeczna, literatura obyczajowa, speculative fiction
Liczba stron: około 400
Dla kogo: dla czytelników lubiących historie o social mediach, influencerach, fałszywym wizerunku, tradwife culture i bohaterkach wrzuconych w sytuację, która brutalnie konfrontuje ich internetowe deklaracje z rzeczywistością
Ocena: 7/10

Mini-recenzja

Natalie prowadzi życie, którego mogłyby jej zazdrościć miliony obserwatorów. Rustykalny dom, przystojny mąż, szóstka dzieci, domowe jedzenie, farma i perfekcyjnie wystylizowana codzienność. Jej profil sprzedaje wizję tradycyjnego życia rodzinnego jako czegoś prostego, naturalnego i lepszego od współczesnego świata. Problem polega na tym, że obserwatorzy nie widzą niań, producentów, profesjonalnego sprzętu ani pieniędzy wpływowej rodziny stojącej za tym idyllicznym obrazem.

Pewnego dnia Natalie budzi się w świecie przypominającym rok 1855. Nie ma elektryczności, dostępu do internetu, profesjonalnej kuchni ani ludzi, którzy wykonują niewidzialną pracę za kulisami. Jej perfekcyjna wizja prostego życia nagle zamienia się w brutalną codzienność, w której trzeba naprawdę pracować, rodzić dzieci bez współczesnej medycyny, radzić sobie z brudem, chorobami i nieustannym zmęczeniem. Natalie nie wie, czy cofnęła się w czasie, uczestniczy w reality show, padła ofiarą mistyfikacji czy dzieje się coś jeszcze bardziej niepokojącego.

To bardzo dobry punkt wyjścia do satyry na kulturę tradwife i świat influencerów. Caro Claire Burke pokazuje, jak łatwo sprzedawać romantyczną wizję przeszłości, kiedy korzysta się jednocześnie z wygód współczesności. Domowy chleb wygląda pięknie na filmie trwającym trzydzieści sekund. Znacznie mniej romantycznie wygląda życie, w którym naprawdę nie istnieją sklepy, pralki, antybiotyki ani możliwość zamówienia czegoś jednym kliknięciem.

Najciekawsza jest sama Natalie. Nie jest prostą karykaturą głupiej influencerki. Jest ambitna, świadoma swojej marki i doskonale rozumie, że tradycyjne życie jest produktem, który można sprzedać. W pewnym sensie jej gospodarstwo jest scenografią, a rodzina częścią biznesu. To właśnie dlatego jej konfrontacja z rzeczywistością działa tak dobrze: bohaterka zostaje zmuszona do życia według zasad, które wcześniej promowała z bezpiecznej odległości.

Książka celnie uderza również w mechanizm social mediów. Internet nie wymaga prawdy. Wymaga obrazu, który da się sprzedać. Idealna matka, tradycyjna żona, domowe jedzenie i dzieci biegające po łące mogą wyglądać na spontaniczne życie, chociaż w rzeczywistości stoją za nimi pieniądze, pracownicy, plan zdjęciowy i marketing.

Najlepsze fragmenty pojawiają się wtedy, gdy autorka pozwala bohaterce odkrywać różnicę pomiędzy estetyką a rzeczywistością. Przeszłość przestaje być filtrem w kolorze sepii. Staje się miejscem, w którym ograniczenia dotyczą przede wszystkim kobiet.

Jednocześnie Yesteryear nie wykorzystuje całego potencjału swojego świetnego pomysłu. Niektóre ważne tematy zostają jedynie zasygnalizowane. Powieść mogłaby głębiej wejść w kwestie macierzyństwa, religii, zależności ekonomicznej kobiet i konsekwencji idealizowania historycznych ról płciowych. Krytycy zwracali również uwagę, że część społecznych i politycznych konsekwencji kultury tradwife została potraktowana zbyt powierzchownie.

Fabuła chwilami jest podporządkowana głównemu pomysłowi. Czytelnik chce przede wszystkim dowiedzieć się, co właściwie stało się z Natalie, więc nie wszystkie poboczne elementy otrzymują wystarczająco dużo miejsca. Mimo to historia pozostaje bardzo wciągająca.

Najważniejsze jest jednak pytanie, które zostaje po lekturze: czy naprawdę chcemy żyć jak ludzie w przeszłości, czy chcemy tylko robić zdjęcia wyglądające tak, jakbyśmy tak żyli?

I właśnie tutaj Yesteryear trafia najmocniej.

Plusy

✓ bardzo oryginalny punkt wyjścia
✓ mocna satyra na kulturę tradwife
✓ świetny temat fałszywego życia w social mediach
✓ niejednoznaczna i interesująca główna bohaterka
✓ zderzenie instagramowej estetyki z prawdziwymi realiami XIX wieku
✓ dużo czarnego humoru
✓ szybko rozwijająca się tajemnica
✓ książka prowokuje do dyskusji o współczesnym macierzyństwie i kobiecych rolach
✓ ciekawa analiza tego, jak styl życia staje się produktem

Minusy

− nie wszystkie społeczne tematy zostały odpowiednio pogłębione
− część satyry jest bardzo dosłowna
− niektóre postacie drugoplanowe wypadają słabiej niż Natalie
− świetny pomysł momentami jest ciekawszy od samej fabuły
− kwestie macierzyństwa i historycznych realiów można było rozwinąć znacznie szerzej
− nie każdy czytelnik polubi bardzo cyniczną główną bohaterkę
− powieść momentami bardziej chce postawić tezę niż opowiedzieć subtelną historię

Czy warto przeczytać?

Tak. Szczególnie jeśli interesują Cię social media, influencer marketing, kultura tradwife i pytanie o to, ile prawdy znajduje się w internetowych opowieściach o „prostym życiu”.

To nie jest nostalgiczna książka o dawnych czasach. Wręcz przeciwnie — pokazuje, jak łatwo romantyzować przeszłość, kiedy zna się ją przede wszystkim z pięknych zdjęć, filmów i starannie przygotowanych internetowych narracji.

Ocena końcowa: 7/10

Bez lukru: inteligentna, momentami bardzo złośliwa satyra na świat tradwife i influencerów. Pomysł jest świetny, bohaterka fascynująco irytująca, a zderzenie idealnego życia z prawdziwym XIX wiekiem działa znakomicie. Szkoda tylko, że autorka nie wykorzystuje wszystkich trudnych tematów, które sama otwiera.


Komentarze